Myszu Punkty: 939

I kolejny negatyw... nie wiem, czy już w niczym nie widzę dobrych stron, czy co ? :/ Mieszkam w bloku i pewnego dnia w jednej z piwnic zadomowiły się kotki przybłędy. Na swoje lokum wybrały piwnicę pewnej starszej kobiety o miękkim sercu, a ta postanowiła je "odchować". Nie miałbym nic przeciwko, gdyby je wzięła do domu, ale nie, ona pozostawia im drogę wolną - piwnice z otwartym oknem. Niby wszystko okey, co dzień kociaki dostają żarcie na porcelanowym talerzyku. W sumie nic bym do nich nie miał, gdyby nie ich nocne życie. Mimo, że okna mam dźwiękoszczelne, to trzeba brać pod uwagę, że jest to stary, powojenny budynek i mury nie są zbyt grube, a jak te futrzaki zaczną koncert o 23, to potrafią wyć do 4 / 5 rano. Ech... Aż się dziwię, że jeszcze mój sąsiad, który jest dość impulsywny, jeszcze ich nie dopadł.

  1. czarnulka Punkty: 1333

    Znam temat, u mnie też koty są dokarmiane przez starszą panią, z każdym dniem jest ich coraz więcej, spacerują miedzy samochodami na parkingu, na szczęście piwnice są dobrze zabezpieczone, wejście do klatki też i nie snują mi się między nogami.

  2. Gdy mieszkałem w bloku z rodzicami, też znałem taki problem. W moim wypadku jednak nie hałas czy też fizyczna obecność były problemem, a odchody kotów i pchły w piwnicach, oraz wieczne pootwierane okna w piwnicy. Moim zdaniem: skoro taka starsza pani kocha koty, niech je kocha dalej, niech dokarmia dalej... ale w swoim mieskaniu, wraz z pełną odpowiedzialnośią za nie.

    barthwroc Punkty: 258

Kod

Pozostało znaków: 1000